-
Galeria Artefaktura
Monika Betley -
1koszyk
„Kuchnia kreolska" to książka o tym, że świat jest mały, a garnek wystarczająco duży, żeby zmieścić w nim Francję, Hiszpanię, Włochy, Meksyk i Missisipi jednocześnie. Kuchnia kreolska, jak skrupulatnie wyjaśnia autor, narodziła się z kosmopolitycznego ścisku w Nowym Orleanie i wyszła z niego w doskonałej formie — z gumbo, dżambalają i burgoo, które brzmią jak hasła tajnego stowarzyszenia, a są po prostu bardzo dobrymi zupami.
Wstęp zapewnia, że kuchnia kreolska jest szalenie ekonomiczna i nic się w niej nie marnuje, co powinno przemówić do każdego, kto ma w lodówce nieidentyfikowane resztki i nadzieję. Przepisy są często zaskakująco proste — przynajmniej jak na dania, które noszą imiona generałów i sławnych restauratorek. Bulion warzywny podawany tu jako ulubiona zupa generała Lee nie różni się szczególnie od zupy warzywnej, ale smakuje z pewnością odważniej.
Osobny słowniczek tłumaczy, czym jest hominy, grasica i dziki ryż — bo kreolska kuchnia zakłada pewną odwagę zakupową. Sherry pojawia się w przepisach z częstotliwością, która skłania do zastanowienia, czy nie należałoby trzymać jej pod ręką nie tylko w kuchni.
Książka jest dla tych, którym kuchnia europejska już lekko spowszedniała, ale jeszcze nie są gotowi na wyjazd. Nowy Orlean przyjdzie do nich sam — wraz z okrą i kawałkiem boczku.